Blog o wszystkim i o niczym.
RSS
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Gitary, gitary #2

Na szybko ciąg dalszy poprzedniego wpisu.

Po pierwsze, gitara to, jak się okazało, stara Jolana Pedro, produkowana w latach 1960-1965, początkowo gitara barytonowa (sześciostrunowa o dłuższym gryfie i grubszych strunach, tak, że stroiło się ją nawet do oktawy niżej niż standardową gitarę elektryczną). Jako, że historie jej znam od około 1980 roku, nie wiem co działo się z nią wcześniej, choć działo się pewnie dużo, bo już wtedy była chyba w opłakanym stanie. Tak czy inaczej, od lat 80-tych została przywrócona do "świetności", czy też raczej jakiejś sprawności jako czterostrunowa gitara basowa. Następnie miała parę nieprzyjemnych sytuacji i został wrak.

W tym momencie gitara jest całkowicie rozłożona, są kupione i zlutowane nowe potencjometry itp. Z korpusu należy zedrzeć stary lakier i pomalować na nowo, jeśli chodzi o gryf to jest już pomalowany, ma nowe kluczyki i wygląda świetnie.

Ogólnie trochę z nią roboty.


No, a po drugie wrzucam obiecane chyba wcześniej zdjęcia, całkowicie przed przemianą:

Gitara1

 

gitara2

 

gitara3

15:32, michalopydo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lipca 2009
Gitary, gitary

Tak, ostatnio z tymi instrumentami mam w cholere styczności.

Niby gram na gitarze kilka lat, więc jest to całkiem logiczne. Ale przykładowo dzisiaj pierwszy raz sam wymieniałem struny w gitarze elektrycznej - masakra. Struny były dłuższe niż poprzednie, więc trzeba było je bardziej naprężyć. Efektem tego było to, że zbyt bardzo ciągneły ruchomy mostek (wyglądał jakby miał od tego wypaść). Oczywiście nie było tak odrazu - najpierw trzeba było przez pół godziny stroić wiecznie obniżające dźwięk struny (tak zazwyczaj bywa z nowymi). Gdy struny były naciągnięte tak, że mostek prawie wylatywał znalazło się lekarstwo - trzeba było dokręcić śruby pod gitarą. I wszystko wspaniale, gdyby nie to, że wtedy struny zaczęły podwyższać dźwięk - kolejne pół godziny strojenia.


Ale nieważne, kogo to interesuje. Ciekawszą rzeczą jest to, że w moje ręcę wpadła ostatnio gitara basowa, około 30 letnia, marki PRL.

Była to kiedyś dziwna gitara szóstka (dziwna, bo gryf sporo dłuższy niż dzisiejsze gitary), przerobiona na basową na dodatek po mocnych przejściach.

I tak gniazda Big Jack już nie ma, zamiast tego kabel, którym podłączyć można się co najwyżej do czyjegoś tyłu. Jeden z przetworników działał - przez 5sekund. Drugi przetwornik, wyglądający jak pudełko od zapałek działa. Jeszcze.

Tone nie zmienia tonów, a głośność zna tylko dwie formy - na maksa i cisza.

Mostek jest w połowie drewniany w połowie metalowy, struny wyglądają jak sznurówki, a klucze można przekręcać tylko za pomocą dźwigni (ew. Pudzianowskiego). Strach się bać takiego sprzętu.

 

Ale nic to, bierzemy się za renowacje. Całe wnętrze idzie do wymiany - potencjometry, przetworniki, kabel idzie do kosza, zrobi się gniazdko. Do tego nowe klucze, nowe struny, nowy mostek. Potem pomalować. I będzie lepszy bas niż Fender.

Jak zaczne postaram się robić zdjęcia na bierząco. A potem będzie relacja ;).

20:40, michalopydo
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 czerwca 2009
Trollolol.

Czym jest troll każdy wie. Uprzykrzają życie internautom, czerpiąc z tego jakąś dziwną satysfakcję, która zadowala ich beznadziejnie skonfigurowane mózgi. Żerują na wszelkich stronach, na których istnieje możliwość wypowiedzenia się; a więc fora, blogi, strony tematyczne..

Ostatnio zauważyłem jednak inny (chyba, że to też wlicza się pod definicje troll) rodzaj tego stworzenia. Coś jak szaman albo wódz ;).

Największa różnica jest taka, że w przeciwieństwie do bardzo mało inteligentnego trolla, którego można wyczuć na kilometr i którego wszyscy mają zupełnie gdzieś, troll-wódz jest obecny w internecie już dłuższy czas, ma znacznie większe doświadczenie i jest ogólnie poważany, a więc ma również iloraz inteligencji większy od 10.

Czemu więc troll? Jak wiadomo, pospolici przedstawiciele tego gatunku, charakteryzuje wściekłość, że ktoś wie lepiej - muszą więc wyładować swoje emocje przez flame czy debilne argumenty.

Troll-wódz jest w innym miejscu - jako osoba poważana, z doświadczeniem, często sam ma rację. Być może po jakichś traumatycznych przeżyciach z przeszłości, nienawidzi on osób, które tego doświadczenia jeszcze nie mają. I tak Troll-wódz robi z siebie inteligenta, wymądrza się i jest ogólnie mówiąc dupkiem zadufanym w sobie.

Apropo tych traumatycznych przeżyć - to by świadczyło, że nowy rodzaj trolla musi najpierw być zwykłym trollem. Coś jak lvl-up.

Wracając do trolli-wodzów, są oni bardzo często bardziej wkurwiający niż ich mniejsi bracia. Najlepszym tego przykładem jest wykop, gdzie dyskusja na poważny temat (polityka, religia itp.) jest takim Mission Impossible, że nawet Tom Cruise by nie dał rady.

Nie traćmy więc czasu,


Bagnet na broń
Kiedy przyjdą podpalić dom,
ten, w którym mieszkasz - Polskę,
kiedy rzucą przed siebie grom
kiedy runą żelaznym wojskiem
i pod drzwiami staną, i nocą
kolbami w drzwi załomocą -
ty, ze snu podnosząc skroń,
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!

I do roboty ;).

Limit słowa troll wykorzystany na najbliższy rok.

19:40, michalopydo
Link Komentarze (1) »
niedziela, 07 czerwca 2009
Kominek vs DR. Oetker.

DR. OetkerOstatnio byłem bardzo zajęty (właśćiwie cały czwartek i piątek) organizacją koncertu SDM w moim mieście. Straciłem trochę, bo w międzyczasie coraz głośniej robiło się o akcji Kominek vs Budyń, która ma szanse stać się nowym miejscem dla walki blogerzy vs cenzura po sprawie Kataryny.

Najpierw krótko kim jest Kominek. Poza miejscem służacym do ogrzania domu (kominek od małej litery), jest znanym blogerem, który może się pochwalić największą społecznością czytelników w Polsce (jeśli chodzi o tego typu strony). Początkowo bardzo wulgarny (trochę troll ;) ), potem mniej wulgarny, ale za to kontrowersyjny, by na końcu zmierzać w stronę połączenia profesjonalizmu ze swoim poczuciem humoru (w który wliczone są nadal kontrowersje i wulgaryzm, choć w znacznie mniejszym stopniu niż kiedyś). Ostatnio założył drugi, po kominek.blox.pl, blog, tym razem o mediach (kominek.tv). Ogólnie bardzo polecam.

W drugim narożniku siedzi DR. Oetker. Nikt nie wie jak wygląda, po co, jak, czemu, z kim to i czym to. Wiadomo o nim tyle, że na każde pytanie odpowiada tak samo - coś w stylu "wspaniałe wypieki DR. Oetkera". Mówili o tym w TV. Wiecie, pytacie o godzine, a ten wam o przepisach.

Z powodu niewielkiej komunikatywności Oetkera, facet ma swoich przedstawicieli. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy.

Najpierw polecam przeczytać wpis na Kominek.tv oraz na Mediafun.

Z obydwu wersji wnioski są proste, Oetker wpadł w sidła Kominka, nie bez własnej winy, podając idiotyczną propozycję zmian, próbując coś cenzurować i tym podobne. Oczywiście sam Komin też trochę to sprowokował, poprzez swoją propozycję/prośbę/ofertę czy jak to nazwać, "poprowadzenia za rączkę". Mimo to jednak, sam pomysł cenzurowania tego wpisu, a potem ta idiotyczna przykładowa propozycja nie są już w żadnym stopniu winą popularnego blogera. Chyba, że pojawią się nowę informację w tej sprawie ;).

Zastanawia mnie jednak po jaką cholere Oetker to robi. Wpis Kominka jedzi w necie już od dobrych paru lat, firma zainteresowała się jednak nim dopiero teraz, gdy blogerzy są coraz bardziej znaczącą i zauważaną siłą, której wzrost przewiduje się na następne lata. Przecież w takiej firmie nie mogą pracować barany, które zamiast "tego ścierwa" proponują "dobrodziejstwa". Kominek jest przecież znany z tych, a nie innych cech i trudno było się spodziewać, żeby przeprosił i dobrowolnie zmienił tekst na całkiem inny.

Jest pewne prawdopodobieństwo, że Oetker chciał na tym zrobić sobie reklame, na zasadzie 'nieważne jak, byle by o nas mówili'. Nie wiem jaka jest skuteczność takich zabiegów, ale jeśli rzeczywiście tego chcieli to im się udało.

Oczywiście jest też prawdopodobieństwo, że to idioci lub po prostu naiwni ludzie, którzy popełnili jeden z większych błędów budyniowych.

Tak czy inaczej, obawiam się, że najgorszą możliwą do zrobienia rzeczą, jest pozwać Kominka do sądu. Jeśli sprawa zostanie w ogóle przez niego przyjęta, to obawiam się, że wygrana nie jest rozstrzygnięta z góry. Mamy prawo do wolności słowa i jedyne czego można byłoby się przyczepić to sam zwrot "DR. Oetker - TY PIZDO", jako publicznej obrazy rodziny Oetkerów. Obawiam się jednak, że ci mają w dupie to, że jakiś bloger, o którym nigdy nie słyszeli, obraził w tytule ich prapradziadka, dlatego, że nie smakował mu budyń. Dziecinada.

Sama firma zaś, może w gruncie rzeczy Kominkowi naskoczyć, jeśli ten będzie tylko walczył o swoje przy pomocy kogokolwiek obeznanego w sprawach prawnych i z głową na karku. Zaś przegrana budyniu, byłaby wydarzeniem historycznym, w którym internetowa wolność słowa pokonuje cenzure.

Myślę, że gdyby w tym momencie DR. Oetker zrobił tak jak radził Kominek - podszedł do sprawy z humorem, nadal można byłoby wszystko naprawić. Pytanie tylko, czy duma nie każe im dalej pakować się w dziurę, którą sami sobie wykopują.

00:31, michalopydo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 czerwca 2009
Nagłówki portalowe cz.2

Wieje trochę nudą od tych nagłówków, tak mi się wydaję, chociaż może Onet i WP uratują honor polskiego internetu. Tak czy siak, pierwsza część była, druga też musi, żeby wspomniane portale nie pozwały mnie za to do sądu.

Tym razem zaczynamy od mniejszego z dwóch gigantów (te giganty mnie chyba prześladują), czyli Wirtualnej Polski:

1. Wchodzę a tu od razu, uśmiechnięty murzyn (niech mi ktoś powie, że murzyn jest obraźliwe, to od razu dostanie kopa w tył) i do tego nagłówek "Powrót zombie". Ci to kurna rasiści są, nie ma co.

Zombie

2. Zaraz potem "Doula - nowy przyjaciel rodziców". Moi rodzice go nie znają, więc coś tu jest nie tak, albo z nimi, albo z informacjami na WP.

3. Oraz "Obama i dymki". Zaintrygowany tytułem po którym spodziewałbym się jakiś informacji o nałogu prezydenta USA dowiedziałem się tylko, że powstał komiks Barack: the Barbarian. Też mi coś.

4. Po wejściu na "wybierz muzyczne objawienie" okazało się, że do wyboru mam dwa, z czego żadne nie jest objawieniem, na dodatek obydwa są już na scenie muzycznej jakiś czas. Konkretnie, Doda i Dąbrowska. Nie wiem, czy dopiero teraz je zauważyli? Jeśli chodzi o Dode to jest tylko czego im zazdrościć, że tak długo żyli w błogiej nieświadomości.

5. "Tomasz Jacyków ponownie w roli surowego jurora". Taa.. z jego cienkim głosikiem (miałem powiedzieć pedalskim, ale jeszcze by mnie ktoś zbluzgał za homofobie) i różowym ubrankiem na pewno zasieje postrach wśród uczestników. Jeśli program jest dla dzieci do lat sześciu.

6. "Czesio pokonał Tuska i Kaczyńskiego". Czy trzeba więcej mówić?

7. "Jarosław Kaczyński to męska wersja E. Steinbach". Na miejscu Jarka uznałbym to za komplement - przynajmniej nie kwestionowali jego płci.

8. "Odszukaj swoich Bliskich i zdobądź nagrody!". Zaraz pójdę do mamy żebyśmy się nawzajem znaleźli. Chociaż duża litera świadczy, że Bliscy mogą być nazwą własną. Cwani oszuści!

9. W międzyczasie obejrzałem to. Link był na WP, żeby nie było, tylko wypełniałem swoją pracę.


 

Dobra, czas na Onet, który jest symbolem idiotyzmu, więc mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie (WP była poniżej oczekiwań).

1. "tvn24.pl: strażacy "ćwiczą" tragedię na drodze". Znaczy się, najpierw podpalają, potem gaszą. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

2. "Oberwanie chmury sparaliżowało Ostródę" Chmura oberwała, Ostróde sparaliżowało... istne fantasy.

Nie no bez jaj. Niczego więcej, do czego można byłoby się w najmniejszym stopniu przyczepić. I żadnych dziewczyn. Skandal, Onet przegrywa na całej linii.. zwycięża chyba Interia, ewentualnie ex aequo z WP.

19:18, michalopydo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 maja 2009
TOPtrendy nie trendy?

Doda

Przed chwilą zobaczyłem nagłówek na infomuzyka, w którym widnieje informacja "TOPtrendy już za miesiąc". Niestety wzbudziło to we mnie uczucia zgoła odmienne od zachwytu.

Zacząć należy od tego, że najbardziej medialne festiwale w Polsce (wspomniany wcześniej TOPtrendy, festiwal w sopocie itd.) są zarazem najgorsze. Raz, że pojawiają się tam najpopularniejsi wykonawcy, co niestety często jest synonimem najbardziej kiczowatych "gwiazd", które miejsce w mediach osiągneły bardziej za pomocą skandali, tańców z gniazdami, tańców na rurze i innych ciekawych programów, zamiast swoim talentem muzycznym.

Oczywiście nie tyczy się to wszystkich, jednak wartościowi wykonawcy często "giną" w całym tym szumie. Wiadomo, niektórym się podobają ci, dla mnie co najwyżej średni wykonawcy i mają do tego pełne prawo. Z tym, że ostatnimi czasy boję się czy Feel albo Doda nie wyskoczy z lodówki - inaczej mówiąc, medialne festiwale mają niestety tendencje do zapraszania cały czas tych samych, cholernie ogranych muzyków.

Wiadomo, nikt nie zakazuje iść na Opener. Z tym, że nie każdy ma taką możliwość, a w TV tego nie ma i tu pojawia się problem. Chociaż, gdyby miał pojawić się w TV kosztem zkiczowania, to ja też dziękuje.

Inna sprawa, to jeszcze bardziej przerażający prezenterzy. Skupmy się może na TOPtrendy, bo Sopot to ja jeszcze wytrzymam, natomiast "festiwal na polsacie" nie jestem w stanie oglądać dłużej niż 5 minut.

Wydaje mi się, że słoneczna telewizja za target obrała sobie najgłupszych ludzi - być może dlatego, że to ich najwięcej siedzi przed telewizorem. Prezenterzy to znane gwiazdki, które nie potrafią zbyt dobrze skleić zdania i nie znane ze swoich rzeczywistych osiągnięć, a z robienia z siebie idioty.

Ostatnio widziałem, również na polsacie, Eska Music Festiwal (coś w ten deseń). Prowadził Piotr Kupicha (wokalista Feel) oraz Jakaś Baba.

Piotr Kupicha nie nadawał się do tej roli ani trochę, no przykro mi, nie każdy ma talent do prowadzenia takiej dużej imprezy. Ale przynajmniej się starał, choć wiadomo, że funkcja ta przypadła mu z powodu uwielbienia którym darzą go nastolatki, aniżeli talentem adekwatnym do zadania.

Natomiast Jakaś Baba, trudno powiedzieć czy zgodnie z własnymi staraniami czy też wbrew nim, robiła z siebie straszną idiotkę, tak, że Doda by mogła widzieć w niej rywalke (z góry przepraszam Panią Księżniczkę). Piszę o niej Jakaś Baba, bo na prawdę nie mam pojęcia kim ona jest, ale nie sądze, żeby było to istotne.

Apropo Feel, trochę smutna jest historia tego zespołu - wybił się bodajże na Sopocie i rzeczywiście zagrali fajnie, może nie było to coś po czym nie mógłbym spać całą noc, teksty jak wiadomo mają mierne, ale przynajmniej mieli pomysł na wpadające w ucho piosenki. Niestety, naraz pożarł ich świat kiczu, no i teraz sam Feel stał się w wielu kręgach jego symbolem.

Wracając jednak do festiwalu, równie beznadziejne jak prezenterzy są reklamy. Wbrew pozorom, jest to spory problem, bo jak w dniu festiwalu można wyjść z domu albo nie włączać telewizora, to reklama może dopaść w każdej chwili gdy tylko włączymy polsat, radio czy cokolwiek innego.

Czego więc bym chciał? Dobrego, relacjonowanego w TV festiwalu muzycznego, z naprawde ciekawymi i różnorodnymi wokalistami, z dobrymi prowadzącymi, na których można patrzeć (i nie rzygać). Czemu więc jest inaczej? Bo podobieństwa, a nie przeciwieństwa się przyciągają. Więc producenci, dla których celem jest banda idiotów, robią idiotyczny show. I zgarniają kupe kasy, amen.

10:55, michalopydo
Link Komentarze (1) »
Nagłówki portalowe cz. 1

PortaleOstatnio odwiedzając Interia.pl i czytając tamtejsze nagłówki na myśl przychodziły mi rzeczy zupełnie nie związane z rzeczywistą zawartością artykułów. Nie wiem, czy to ja jestem taki dziwny, czy te nagłówki rzeczywiście trochę zabawne.. ale spodobało mi się to, więc postanowiłem zrobić mały zbiór, chociaż nic nie przebije nagłówka z Gazety.pl, czyli "Małysz przeleciał mamuta". Żeby nie było, cytatuje nagłówki w całości, nie ma więc żadnych zdań wyrwanych z kontekstu ;).


Z Interia.pl:

"niemiecki gigant chce polaka"

Oczami wyobraźni od razu widzę bajke Disneya, w której wielki niemiecki potworny 100metrowy gigant ma zamiar porywać polaków. Na przeciw niemu staje pewnie rycerz w lśniącej zbroji, po drodze trafi się księżniczka i w ogóle będzie różowo ;).

"Czy Real może być Barceloną?"

Gdzie tu logiczne myślenie? Ja wiem, że w jakiejś bajce kaczka stała się łabędziem czy coś (po mojemu to ukryta obraza prezydenta, że niby kaczki są gorsze), ale w prawdziwym świecie takie rzeczy się raczej nie zdarzają ;). Chyba, że przyjdzie Jezus by przemienić Real w Barcelone..

"Lewandowski odmówił Napoli"

Biedna Napola!

"Ulepszyli bolid BMW"

Taa.. jasne.

"Pingwiny w finale" (Hokej)

Wydaje mi się trochę nie fair, żeby pingwiny rywalizowały z ludźmi. Ciekawe czy się biją, jak w amerykańskim hokeju?

"Jęczała, stękała i przegrała"

Nie ma co, całkiem zjebała sprawe.

"Drogowcy zaskoczyli zime"

W końcu! Tylko czy teraz nie jest wiosna?

"Festiwal w Opolu: Mezo czuje się opluty"

Ja bym natychmiast wymył twarz, czy gdzie on tam się czuje opluty..


Z Gazeta.pl

"Nie mam czasu, czyli menu po amerykańsku"

Wyobraźmy sobie, idziemy w USA do restauracji, otwieramy karte dań, a tam "nie mam czasu". I szlag wziął obiad.

Więcej na gazecie nie znalazłem, ewentualnie honor portalu ratują użytkownicy i ich tematy na forum:

"Metroseksualny mężczyzna to Barbie?"

Nie, bo Barbie nie miała wacka. Wiem, sam sprawdzałem. Nie miała.

"Zakładajcie dzieciom majtki na plaży!"

 

Z O2.pl

Jezu, ale ta strona jest napaćkana, patrzyć się nie da.

"Globalne ocieplenie zabija co roku setki tysięcy ludzi"

Za kratki z nim !

"Będą kary więzienia za nazwanie żony brzydką"

A jak sąd uzna, że mąż miał racje?

"USA: Kolejny trudny kwartał giganta"

No i znów giganty..

 

 

No, tyle na dziś, jak narazie bezsprzecznie wygrywa Interia.pl . Z tym, że do walki stają jeszcze dwa największe portale - Wp.pl i Onet.pl, wierze, że nas nie zawiodą ;).

10:55, michalopydo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 maja 2009
Sezon kinowy i piractwo

PiratOstatnio, konkretnie - wczoraj, byłem w kinie na Anioły i Demony, czyli filmowej kontynuacji Kodu Da Vinci, również na podstawie książki Browna. Do filmu byłem nastawiony pozytywnie, szczególnie po wcześniejszej recenzji brata i rzeczywiście się nie zawiodłem. Z tym, że nie o tym chciałem pisać, a o rozpoczęciu sezonu kinowego.

Bo kino, podobnie jak gry komputerowe czy sporty zimowe mają swój sezon świetności oraz sezon ogórkowy. W przypadku kina sezon przypada na wiosnę i lato, gdy ludzie chcą gdzieś wyjść, zakochani odwiedzają kino częściej niż ustawa przewiduje, a dzięki wakacjom ludzie mają więcej czasu.

I tak, Anioły i Demony są już drugim filmem, na który miałem ochotę - pierwszym było Szybko i Wściekle, choć tego filmu niestety nie udało mi się obejrzeć na wielkim ekranie. Prócz tego zbliżają się takie tytuły jak nowy Terminator, Wrogowie Publiczni, Transformers czy Bękarty Wojny. Ogólnie - dużo tego.

W praktyce, żeby obejrzeć wszystkie te filmy, należałoby parę razy miesięcznie wychodzić do kina, a z tym jest już problem. Bo kasa nie leży na ulicy, a i czasu czasem brakuje. Oczywiście można czekać na wersje DVD, z tym, że te pojawią się w cholere później za cholernie duże pieniądze. Wiadomo, film DVD można wyporzyczyć, za co płaci się parę złotych. Z tym, że to też ma sporą wadę, zdarzało mi się już często wyporzyczać filmy na płytach, z czego 90% zacinało się w paru momentach, tak, że straciłem kilka scen.

Ale, na szczęście istnieje przecież Przystań Piratów, czyli Thepiratebay.org. A tam wszystko cacy - filmy zaraz po premierze (może nie najlepszej jakości, ale jak komuś na niej bardzo zależy, to nikt mu nie broni poczekać na wersje DVD), komentarze gwarantują zazwyczaj zweryfikowanie czy film nie jest wadliwy, na dodatek wszystko mamy za darmo i ogólnie fajnie.

Tutaj jednak też jest jedna wada - ściąganie filmów to przestępstwo. Muszę się zgodzić ze Smugglerem z CD-ACTION - piracenie i ściąganie to rzeczywiście kradzież. Co prawda wspomniany redaktor piszę o grach komputerowych, ale sytuacja wygląda tutaj identycznie, albo nawet gorzej. Bo zdarzają się osoby, które po zagraniu w piracką kopie gry kupują oryginał. Ale jak ktoś po obejrzeniu spiraconego filmu idzie do kina albo kupuje dvd, to jest trochę walnięty.

Z drugiej strony - nie jest to taka sama kradzież, jak ze sklepu. Teoretycznie kradniemy zyski, w praktyce często gdybyśmy nie ściągneli, nadal nie kupilibyśmy - choćby dlatego, że nie mamy pieniędzy. Więc w obydwóch sytuacjach - ściągnięcia i nie, kasa producenta pozostaje w takim samym stanie.

Kolejna różnica, jest taka, że nie mamy tu do czynienia z bezpośrednią kradzieżą, taką, jak kradzież portfela z czyjejś kieszeni. Kradzież tutaj jest pośrednia - nie kradniemy, tylko ściągamy film (który został do tego udostępniony, oraz zostaję nadal do ściągnięcia dla innych), wynikiem naszego działania jest jednak (przynajmniej teoretycznie) strata korzyści majątkowych przez twórców.

Można powiedzieć - kradzież to zawsze kradzież. No i niby prawda, najważniejsze jednak co wynika z powyższych różnić to to, że ściąganie filmów, muzyki, gier itp. nie uderza w nasze sumienie tak jak kradzież bezpośrednia. Piraci nie mają wyrzutów, że popełniają przestępstwo, ściągający to samo. Z neta ssą młodzi i starzy, grubi i chudzi, huligani i ci którzy się ich boją.

Problemem jest to, że producenci itd. jeszcze tego nie zauważają i nie są świadomi, że z tłumem nie wygrają. Bo zamiast walki z internetem, powinni go wykorzystać do dystrybucji swoich produktów, co już niezależnie zrobiły niektóre zespoły muzyczne, jak bodajże Radiohead albo Nine Inch Nails.

Myślę, że to tylko kwestia czasu, gdy producenci dostrzeżą wartość rozpowszechniania przez internet filmów, muzyki i gier komputerowych, szczególnie, że niektórzy już zrobili kroki w tym kierunku. Tylko czy wtedy dzisiejsze piractwo zostanie usprawiedliwione?

19:07, michalopydo
Link Komentarze (6) »